STRONA GŁÓWNA


BLOG



Wściekłość boli.


Gniew. Złość. Poczucie osamotnienia i takiej pustki wszechogarniającej.
Problem z okazywaniem uczuć miałam od zawsze. Od zawsze szukałam drogi, która uwolniłaby moje nagromadzone emocje bez szkody dla innych, ale nic niestety sensownego nie wymyśliłam. Bo cały problem polega na tym, że ja nie mam cierpliwości. Że nie mam siły do ludzkich niedociągnięć, do błędów, do złych zachowań. To, czego nienawidzę u siebie, tępię u innych. A inni są beztroscy, głupi i naiwni, wcale nie przejmują się tym co myślę. I stąd gniew. I stąd pasja. I stąd wreszcie płacz i smutek.
Ale ja już nie umiem inaczej.

Chciałabym się cofnąć do czasów liceum. Gdy nie obchodziło mnie, co myślą inni, gdy życie nie obeszło się jeszcze mną tak jak obeszło. Mogłam oddychać. A teraz wciąż i wciąż brakuje mi powietrza. Wegetuje w oparach książek i Nervosolu, mimo że mialo się zmienić w moim życiu wszystko, nie zmieniło się nic. Nadal walę głową w ścianę, coraz mocniej, coraz konsekwentniej i coraz mniej przejmuję się tym, do czego to wszystko prowadzi. I w sumie już na niczym mi nie zależy.
Mam dość walki o wszystko. Mam dość walki o miłość, o przyjaźń, o ludzi. Mam dość bycia zawsze jedną i jedyną osobą której zawsze zależy. I po prostu chcę to wszystko wypuścić z rąk, chcę raz się nie martwić, chcę raz od tego odpocząć.
A najbardziej chcę przekonać się kto wróci.

2011-01-24 21:55:22 skomentuj (0)