STRONA GŁÓWNA


BLOG



Inaczej


Rok 2012. Pierwsze dni stycznia zawsze powinny być czasem podsumowań. Wtedy zastanawiamy się, co warto zmienić, co z poprzednich życiowych doświadczeń zatrzymać, a co wymazać z pamięci. To właśnie w te dni obiecujemy sobie kolejną dietę, porzucenie nawyków, rezygnację ze złudnych nadziei. U mnie refleksja natomiast poszła w drugą stronę.
Otóż zaczęłam tu pisać jako nastolatka. Wszystko było takie beztroskie, jak teraz o tym myślę z perspektywy czasu. Chodziłam do szkoły, życie zamykało się w szkolnych murach generalnie, przyszłość była czymś dalekim i nierealnym. Ważne było tu i teraz, gromadzenie doświadczeń, przyjaźni, emocji, wszystkiego, co później można będzie wykorzystać lub odrzucić, jako niepasujące do rzeczywistości, przebrzmiałe, niewystarczająco dobre. I tak upłynęła szkoła. Do dziś zostały najcenniejsze przyjaźnie, muzyka, nieodwzajemniona miłość do tańca, poezji i literatury. Jak przez mgłę pamiętam smutniejsze chwile, nieudane relacje, niespełnione marzenia.
Później przyszły studia, oczywiście nie tam, nie tak jak trzeba. Największe szczęście w moim życiu, chociaż gdy dowiedziałam się gdzie wyjeżdżam, gdzie będę mieszkała, długo nie mogłam się z tym pogodzić. Teraz nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne.
Za jakiś czas i ten etap się skończy. Znam nieźle hiszpański, perfekcyjnie angielski, trochę niemiecki. Odwiedziłam wiele krajów, poznawałam ich kulturę, sztukę, piękno. Odkrywałam wiele gatunków muzyki, znajomi w piękny sposób oswoili mnie z muzyką klasyczną, nauczyli smakować dźwięki i rozbudzili apetyt na więcej. Bywałam na koncertach, na wystawach sztuki z różnych okresów, poznawałam ludzi z różnych środowisk. Jadłam zarówno dziczyznę, owoce morza, sushi jak i oryginalny turecki kebap. Uczyłam się życia od wielu nauczycieli. Kochałam, śmiałam się, ale i płakałam. 
I wciąż życia mi mało. 


2012-01-03 22:30:12 skomentuj (0)